Renaturyzacja, prawo i planowanie
Rozmowa z Pawłem Pawlaczykiem
Czy istnieje przepis prawny, który można uznać za podstawę renaturyzacji rzek? Co od prawnej, formalnej strony powinien wiedzieć każdy, kto rozpoczyna działać w tym obszarze?
Paweł Pawlaczyk: Tak, nawet kilka. Choć nie zawsze są w pełni dostrzegane i rozumiane. Po pierwsze, obowiązkiem właściciela wód jest m.in. współuczestnictwo w odbudowywaniu ekosystemów zdegradowanych przez niewłaściwą eksploatację zasobów wodnych, a przede wszystkim zapewnienie osiągnięcia celów środowiskowych dla wód. A żeby osiągnąć cele środowiskowe dla rzeki, renaturyzacja często jest niezbędna. Dla większości rzek takim celem jest m.in. dobry stan ekologiczny, co wymaga dobrego stanu roślinności, bentosu i ichtiofauny – a to z kolei często nie może być osiągnięte bez renaturyzacji. Dla najsilniej zmienionych rzek celem jest tzw. dobry potencjał, który z założenia jest określony tak, by był nieco bardziej liberalny w stosunku do „dobrego stanu”, ale równocześnie wymagał jakichś elementów renaturyzacji rzeki w stosunku do jej stanu obecnego. Dla rzek w obszarach chronionych może być także dodatkowy cel środowiskowy wynikający z celów ochrony obszaru chronionego, np. rezerwatu przyrody, parku krajobrazowego czy obszaru Natura 2000 – obowiązkiem właściciela wody jest zapewnienie osiągnięcia także tego celu, oczywiście w zakresie „swojej” wody. Tu też renaturyzacja jest często niezbędna. Po drugie, od sierpnia 2024 r. obowiązuje w Rozporządzenie UE o odbudowie zasobów przyrodniczych. Zgodnie z tym aktem prawnym państwa unijne są zobowiązane do usuwania barier przeszkadzających w ciągłości podłużnej rzek (czyli w możliwościach migracji ryb, organizmów wodnych wzdłuż rzeki oraz w transporcie przez rzekę osadów) i w łączności rzeki z jej doliną (w tym barier przeszkadzających w wylewach rzek) oraz w powiązaniach między wodami powierzchniowymi i podziemnymi. Dodatkowo, mają „wprowadzić środki niezbędne do poprawy naturalnych funkcji powiązanych równin zalewowych”. Muszą też odtwarzać – na terenie całego kraju, a nie tylko na obszarach chronionych – dobry stan siedlisk przyrodniczych, w tym rzecznych (rzeki żwirowe, włosienicznikowe, z mulistymi brzegami) i zależnych od rzek (lasy lęgowe, ziołorośla nadrzeczne, łąki selernicowe), a także dobry stan siedlisk gatunków, w tym ryb i innych gatunków związanych z rzekami. A to oznacza konieczność renaturyzacji rzek i to w dość dużym zakresie. Szczegóły mają być zaplanowane w tzw. krajowych planach odtwarzania siedlisk przyrodniczych, ale rozporządzenie narzuca ramy, np. środki odtwarzające dobry stan siedlisk muszą być do 2050 r. wdrożone w skali kraju na niemal całym (90%) potrzebnym areale. Nie ma jeszcze przepisów precyzujących, kto ma to zrobić, ale logiczne wydaje się, że to zarządca rzeki zarządzający nią w imieniu państwa będzie zobowiązany do wykonania na tej konkretnej rzece tych obowiązków państwa.
Jakie uwarunkowania prawne najczęściej utrudniają proces renaturyzacji rzek w Polsce? Które przepisy je ułatwiają?
PP: Często utrudnieniem są nie tylko przepisy, ale także kwestia ich interpretacji: To co mamy w prawie czasem można odbierać bardziej „prorenaturyzacyjnie”, a innym razem „antyrenaturyzacyjnie”. W praktyce bywa różnie, ale obawiam się, że tendencja „anty” niestety przeważa. Praktycznym problemem jest brak jasnego upoważnienia dla Wód Polskich do nabywania gruntów potrzebnych do renaturyzacji ich rzek – przede wszystkim stref przybrzeżnych i gruntów, które należałoby oddać rzece, zamiast uparcie ich bronić przed erozją lub zalewaniem. Pieniądze na to by się znalazły, choćby z oszczędności na tej obronie, ale nie jest tak łatwo przełożyć te pieniądze z szufladki „ochrona przeciwpowodziowa” i „utrzymanie rzek” do szufladki „renaturyzacja”. Problemem jest sam fakt, że – jak zwykle w państwowej formie – są takie szufladki. Problemem jest cała filozofia prawna zakładająca, że rzeka ma płynąć po swoje działce, między liniami brzegu, a gdy woda wyjdzie dalej, to jest to już zdarzenie nienormalne. To hydrologiczne tak nie działa. Zdrowa rzeka czasami płynie korytem, ale czasami szerzej, swoją doliną. Prawo to powinno uwzględniać, mogłoby istnieć coś w rodzaju obowiązkowej służebności przepływu wód wielkich, obciążającej działki w naturalnej strefie zalewowej. Bardzo przeszkadzają przepisy o utrzymaniu rzek, odczytywane latami przez administrację wodną jako obowiązek regularnego wykonywania odmuleń, usuwania z rzek żywych i martwych drzew, zabudowywania wyrw brzegowych. To są przecież działania zupełnie odwrotne do renaturyzacji, które utrzymują rzekę wciąż w zdegradowanym, zniekształconym stanie, nawet gdyby sama rzeka miała skłonność do samorenaturyzacji. Z kolei, jeżeli zarządca rzeki chciałby wsypać kilka pryzm żwiru, aby odtworzyć żwirowe bystrza, włożyć do rzeki kamienie albo martwe drzewa, posadzić drzewa nad brzegiem – często interpretuje się to nie jako zwykłe zarządzanie rzeką, ale jak wykonanie urządzeń i budowli regulacyjnych wymagających pozwolenia wydawanego na szczeblu ministra. Przepisów ułatwiających raczej nie ma. Czasami zdarzają się próby pomocnych, konstruktywnych interpretacji, ale nie będę ich tu upowszechniał, bo ktoś może próbować je zanegować.
Proszę wymienić podstawowe kroki renaturyzacji rzek. Od czego zacząć? Co jest ważne??
PP: Na początek rozpoznać, co jest źle i dlaczego jest źle. Tego się nie da zrobić zza biurka, trzeba pójść nad rzekę, przepłynąć lub przejść wzdłuż niej, i to nie raz, a także zbadać poszczególne elementy jej przyrody. Dane, które istnieją w krajowych bazach danych, np. z państwowego monitoringu, oczywiście się przydadzą, ale są bardzo wstępne. Rozeznać trzeba również, jakie są ludzkie problemy związane z rzeką – komu i co zalewa, gdzie i kiedy brakuje wody. Ważne są problemy, a nie pomysły ludzi na ich rozwiązanie, bo te bywają rozmaite i nie zawsze trafne. Dobre rozpoznanie w terenie w połączeniu z danymi, pozwala postawić diagnozę. Wiemy co jest nie tak. Potem trzeba planować: postawić cele, wymyślić rozwiązania, wskazać jakie środki renaturyzacji zastosować i gdzie, jakiego budżetu to będzie wymagać. Dyskutować z wszystkimi zainteresowanymi, ale pamiętać o interesie rzeki, o tym, że to ona ma być dobrze funkcjonującym ekosystemem. Warto wdrażać rozwiązania proste – przede wszystkim przestać niszczyć, zmienić sposób utrzymywania rzeki, posadzić drzewa na brzegach, tak wykaszać roślinność, żeby nurt się naturalnie nieco pokręcił, tolerować podmywanie brzegów, martwe drzewa w nurcie. Czasem taki podstawowy zestaw środków wystarczy. A czasem nie. Ale warto zrobić mniejsze kroki najpierw, sprawdzać jaki dadzą efekt. Na koniec, to już w zasadzie drobiazg (śmiech). Jeśli potrzebne są poważniejsze działania, trzeba znaleźć pieniądze i wykonać to, co zaplanowano. No i monitorować skutki oczywiście.
Renaturyzacja wymaga współdziałania wielu stron – administratora wód, samorządów, instytucji ochrony środowiska, organizacji społecznych. Jakie systemowe rozwiązania są potrzebne w naszym kraju, aby ta współpraca była podejmowana chętniej i w szerokiej skali potrzeb?
PP: Myślę że musimy zbudować szeroką świadomość, jak działa zdrowa rzeka i dlaczego taka właśnie rzeka jest dobra dla wszystkich. Zwracam uwagę, że to oznacza m.in. zgodę na to, by woda mogła czasem występować z koryta i płynąć doliną. To nie takie łatwe, bo dziś większość ludzi myśli inaczej. Chodzi też o uświadomienie sobie tego, że kamienie, drzewa – żywe i martwe – rośliny, namuły powinny w rzece być, a ona sama może miejscami podcinać swoje brzegi. Po prostu musimy przebudować społeczny system wartości, tak aby to naturalne rzeki były w nim cenione. Wtedy dążenie do renaturyzacji stanie się wspólną oczywistością. Wody Polskie muszą poważnie potraktować swoją odpowiedzialność za osiągnięcie celów środowiskowych i celów odbudowy na rzekach. To jest ich obowiązek, a renaturyzacja jest koniecznym do tego środkiem. Potrzebne są odpowiednie narzędzia dla władzy wodnej i wypracowanie nowych standardów komunikacji ze społecznością lokalną. Ale przede wszystkim władza wodna musi działać; nie tylko pisać plany, ale naprawdę realizować postawione w nich cele. Musimy odejść od wrażenia, że wodami zarządzają miejscowi rolnicy, domagając się, żeby rzeki utrzymywać tak, by na łąkę można zawsze wjechać ciągnikiem. Którzy, gdy słyszą słowo „renaturyzacja”, upatrują w tym spisek jakichś ciemnych sił, działanie, które ma zniszczyć polskie rolnictwo. A trzecia istotna sprawa, to ułatwienie życia i pracy osobom, które zajmują się renaturyzacją. O przeszkodach prawnych interpretacyjnych już wspomniałem, więc trzeba dopracować prawo tak, by te bariery zniknęły. Trzeba umożliwić elastyczną realizację przedsięwzięć renaturyzacyjnych, z uwzględnieniem faktu, że wymagają one czasu na myślenie, planowanie i dyskusję, że nie da się takich projektów najpierw zaplanować, a następnie co do joty wykonać, niczego po drodze nie zmieniając i nie dopracowując. Unia Europejska to już wie. Projekty w ramach LIFE czy Horizon 2020 realizuje się z uwzględnieniem dość dużej elastyczności. Polskie instytucje zarządzające środkami UE i finansujące z nich przedsięwzięcia ochrony środowiska to wciąż biurokratyczny horror.
BIOGRAM
Paweł Pawlaczyk
Z wykształcenia leśnik specjalizujący się w zakresie ochrony przyrody i ekologii ekosystemów. Na co dzień związany z pozarządową organizacją ekologiczną – Klubem Przyrodników. Od ponad 30 lat aktywnie działa we wdrażaniu przedsięwzięć ochrony ekosystemów, w tym wodnych i torfowiskowych. Paweł posiada doświadczenie zdobyte w pracy w ciałach eksperckich w Polsce i w Unii Europejskiej. Brał udział w wielu pracach studialnych dotyczących wód, m. in. ustalaniu celów środowiskowych, opracowywaniu warunków korzystania z wód, opracowywaniu dobrych praktyk utrzymania wód, przygotowaniu Krajowego Programu Renaturyzacji Wód i redakcji podręcznika renaturyzacji czy strategicznych ocenach oddziaływania na środowisko.