Wiedza  »  Myślenie zlewnią

Myślenie zlewnią

Rozmowa z Arturem Furdyną

Myślenie zlewnią to patrzenie na rzekę jak na element większej całości. Dlaczego jest ono tak ważne w działaniach renaturyzacyjnych?

Artur Furdyna: Sposób w jaki postrzegamy rzekę ma decydujący wpływ na jej rozumienie. Kiedy zauważamy jedynie koryto wypełnione wodą, nasze obserwacje i wnioski obarczone są wieloma niewiadomymi. Bardzo wątpliwe jest w takiej sytuacji podejmowanie decyzji i działań skutecznych, zarówno w odniesieniu do zamierzonego celu, jak też i sensu. Dlatego trzeba kłaść nacisk na dwie kwestie od pierwszej rozmowy, np. ze społecznością nadrzeczną, na temat tego, co „boli” ich wodę, zwykle rzekę, choć i jezior takie podejście dotyczy. Po pierwsze, rzeka czy jezioro to część przestrzeni, dla której wody powierzchniowe są naturalnym drenażem. Nie są to oddzielne byty, wyodrębnione i funkcjonujące mimochodem pośród otoczenia. Wręcz odwrotnie, to istotne oraz ściśle zależne elementy jednej całości, systemu przyrodniczego. Połączone grupy takich systemów tworzą większe całości, zlewnie rzek niższego rzędu, w końcu zlewiska mórz i oceanów. Zachowanie takiego układu w równowadze jest kluczowe dla jego stabilności i trwałości. Mylącym jest opisywanie zlewni jako powierzchni. By rozumieć złożoność procesów, które zachodzą w przestrzeni zlewni, konieczne jest uwzględnienie trójwymiarowości tego systemu przyrodniczego. Na pierwszy rzut oka widzimy krajobraz – dziś pomocne mogą być obrazy satelitarne, które pokazują krajobraz odwadniany nawet przez największe rzeki, Amazonkę, Nil, Missisipi, czy bliższe nam Dunaj, Ren. Nie widać podziemnych sieci połączeń, nie widać szczegółów budowy geologicznej, nie widać też z oddalenia warstwowości pokrycia terenu, które uczestniczą w podziale i tempie obiegu wody w tym systemie. Stąd trzeba na rzekę, wodę, patrzeć jako na substancję zajmującą pewną spójną przestrzeń. W tej przestrzeni funkcjonuje zarówno człowiek, jak i przyroda. To świat wokół. Nie da się wyjąć, zmienić żadnego klocka, bez wpływu na pozostałe. Myślenie zlewnią to wspólny mianownik dla rozmów o wodzie.

Myślenie zlewnią zakłada, że rzeka nie istnieje w oderwaniu od otoczenia. Jak ważna jest tu współpraca z właścicielami gruntów, rolnikami czy leśnikami?

AF: Każdy użytkownik krajobrazu, który jest częścią przestrzeni zlewni, ma na tą przestrzeń jakiś wpływ. Może być neutralny, lecz to niestety wciąż rzadkość. Zwykle jest to aktywność skutkująca zmianami w funkcjonowaniu tej przestrzeni. W dzisiejszej rzeczywistości, wobec przejawów zmiany klimatu, chciałoby się, aby te oddziaływania były pozytywne i umożliwiło odzyskanie korzystnych dla nas i przyrody usług ekosystemowych. Po części takie wysiłki znaleźć można ostatnio wśród leśników, rzadziej pośród rolników czy społeczności zamieszkującej zabudowane wycinki. Trochę pozytywnych przykładów płynie ze strony administracji – wodnej i ochrony środowiska – oraz organizacji pozarządowych. Wszystko to jednak kropla w morzu potrzeb. Potrzebujemy w podejściu do zasobów wodnych zmiany systemowej, budującej wspólnoty działające w przemyślanym procesie naprawy przestrzeni, choćby zlewni najwyższego rzędu, najbliższych kilku kilometrów kwadratowych. Z tych mikrozlewni składają się większe, wraz z narastającymi sumarycznie problemami. Współpraca potrzebna jest od samych źródeł. Od źródeł zacznijmy ograniczać skutki wcześniejszych ingerencji, współpracując na każdym poziomie. Zatem odpowiadając na pytanie, jak ważna jest współpraca w kontekście myślenia zlewnią, odpowiem kluczowa, bardzo ważna.

Często mówimy o rzekach, ale co z mniejszymi ciekami, torfowiskami czy terenami podmokłymi w obrębie zlewni? Czy można powiedzieć, że to one są fundamentem zdrowej rzeki?

AF: Nie lubię tej technokratycznej nowomowy. Cieki to rzeki, rzeczki, rzeczułki, strumienie, potoki – przechrzczone by dać iluzję sprawczości „regulatorom”. Znakomita większość rowów i kanałów to zmaltretowane przez ludzi rzeki, reszta to rany zadane mokradłom, by pozbyć się wody, przyspieszając jej spływ z tych naturalnych zbiorników. W tej słownej manipulacji leży część przyczyny choroby krajobrazu. Bo nasz krajobraz cierpi suszę, coraz dotkliwszą wskutek działań ludzkich. Absolutnie nie mamy problemu z nadmiarem wody, nie ma uzasadnienia dla przyspieszania jej spływu. Małe strugi, rzeczki to nie tyle fundamenty, co korzenie zdrowej rzeki odbierającej z nich wodę. Im zdrowsze, tym i rzeka zdrowsza, płynąca średnim, spokojnym, stabilnym stanem. Gwarantująca, że woda wypełnia każdą możliwą szczelinę w górotworze po samą powierzchnię, że lustra jezior są równie stabilne, wahające się niewiele w ciągu roku.

Jak wytłumaczyć lokalnym społecznościom, że działania prowadzone na ich terenach wpływają na zdrowie rzeki, nawet jeśli leży ona wiele kilometrów dalej? Kto edukuje społeczności w tym kierunku?

AF: To nie są łatwe rozmowy, jednak coraz więcej ludzi rozumie, że krajobraz ma kapitalne znaczenie dla zdrowia rzek i jezior. Trudność pojawia się, gdy zaczynamy rozmawiać o konkretach, o łące obok rzeki, o zatrzymaniu wody w rowie. Dziś edukację prowadzi wiele podmiotów, najlepiej idzie to w szkołach, jednak potrzeba więcej spotkań, szkoleń, szczególnie dla dorosłych, decydentów, użytkowników. Mam wrażenie, że najlepiej jest chyba w lasach i w środowiskach ściśle z wodą związanych, wśród wędkarzy i wodniaków. Tłumaczyć wciąż trzeba nierozłączność zlewni, krajobrazu i wspólną odpowiedzialność za jej stan.

Jakie są największe bariery w praktycznym wdrażaniu myślenia zlewnią? Czy wynika to z przepisów, braku koordynacji, czy może różnicy interesów różnych grup?

AF: To przykre, ale główna bariera to brak poczucia solidarności, współodpowiedzialności pośród użytkowników zlewni. Dużo do poprawy jest w samorządach, prawo także zawiera wciąż nieco kolidujące zapisy. Kluczowe jest według mnie zarządzanie przez departament reprezentujący pewne interesy. Jedynym jaki ja widzę jako właściwy jest środowisko. Dziś to Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Czy myślenie zlewniowe może pomóc w łagodzeniu skutków zmian klimatu, takich jak powodzie czy susze? Jak to działa w praktyce?

AF: Tu nie chodzi o pomoc. Myślenie zlewniowe jest jedynym sensownym podejściem. Poza tym musimy zmienić podejście z użytkowego na ochronne. Woda to surowiec strategiczny. Czas też zakończyć konkurencję pomiędzy różnymi interesami. Bez wody nie będzie żadnego. Czas nauczyć się dzielić. Dzielić z przyrodą i między sobą. Z zachowaniem równowagi zlewni, bez której dzieje się to, co widzimy wokół. Permanentna susza z tendencją do pogłębienia.

 

BIOGRAM

mgr Artur Furdyna

Ichtiolog – specjalista od ryb i ekologii wód. Po dziesięcioletniej przygodzie z rybołówstwem na morzach, Bałtyku i na Zalewie Szczecińskim spłynął na wody śródlądowe, aby zająć się rzekami. Od ponad dwudziestu lat zajmuje się ochroną i renaturyzacją ekosystemów rzecznych na Pomorzu Zachodnim. Jest także aktywnym działaczem społecznym, w tym przewodniczym Towarzystwa Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy, sprawował rolę koordynatora terenowego w projekcie LIFEDrawa. Aktywnie działa nie tylko w zlewniach zachodniopomorskich rzek. Prowadzi forum ekologiczne „Wędkarski Świat”, współpracuje od lat z WWF Polska, Eko-Unią oraz licznymi stowarzyszeniami przyjaciół rzek. Swój czas poświęca na obserwowanie przyrody i jej fotografowanie, przewodnictwo w ramach wildlifewatchingu no i oczywiście wędkowanie.